Earache 1992
"Vae Solis" to debiutancka płyta Scorn z 1992 roku i chyba najcięższa w dyskografii tego zespołu, po dziś dzień niesamowicie oddziałuje na słuchacza a tak poza tym bardzo ciężko ją zdobyć. Dzisiaj to absolutna klasyka industrial metal.
Płyta stanowi ciekawe przejście ze świata grind core do późniejszych dokonań Scorn w stylistyce postindustrial i ambient dub. Oczywiście klasycznego grind core tu nie uświadczymy. Natomiast warto wspomnieć, że na albumie Vae Solis spotkało się tych samych trzech muzyków Napalm Death, którzy nagrywali wspólnie stronę A kultowej płyty "Scum". Skład Scorn z Vae Solis to Mick Harris (perkusja, automat perkusyjny, sampler, sekwencer, backing vocal), Nicholas Bulen (bass, wokal) oraz Justin Broadrick (gitara). Co prawda Justin Broadrick z Godflesh dograł ścieżki gitar na całą płytę zupełnie gościnnie ale jego brzmienie gitary i charakterystyczny sposób grania zdefiniowały brzmienie całej płyty. Zdecydowano się tu zupełnie na inną koncepcję ekstremalności w muzyce w porównaniu do Scum i Napalm Death. Jak wiemy Mick Harris w Napalm Death zapisał się w historii muzyki jako pionier stosowania wyjątkowo szybkiej techniki grania na perkusji obecnie nazywanej terminem "blast beats". Na Vae Solis muzyka wyjątkowo zwolniła ale postawiono nacisk na takie elementy jak trans i psychologiczny terror. W sekcji rytmicznej wykorzystano również elementy elektroniki i rytmy tribal. płytę wypełnia ściana psychodelicznych barw, są to sample, industrialne jazgoty na gitarze, przetworzony głos Nicholasa Bulena.
Nagrań dokonano w studio Rythm Studios w Warwickshire, UK pod okiem inżyniera dźwięku Paula Johnsona, który nagrywał również takie zespoły jak Pitshifter ("Desensitized"), Blood from The Soul, Fetish 69, Vader (legendarna pierwsza płyta "Ultimate Incantation", która okazała się wielkim sukcesem polskiego zespołu), Napalm Death, Benediction, Cathedral, i wiele innych. Jakość jest więc profesjonalna. Brzmienie płyty "Vae Solis" jest celowo przybrudzone, niemalże błotniste, nie eksponowano również nadmiernie wysokich częstotliwości, przez co płyta ma nieco ciemniejsze brzmienie, które uwypukla i tak bardzo duszną atmosferę muzyki.
Vae Solis znam od bardzo dawna i choć Scorna zaczynałem poznawać od takich płyt jak "Evanescence", "Gyral", "Elipsis" i potem wzwyż, to gdy po długim i żmudnym poszukiwaniu Vae Solis w końcu ją zdobyłem stała się ona moją ulubioną płytą tego zespołu.
Pamiętam jak piorunujące wywarła na mnie wtedy wrażenie. Być może sprawia to surowość i bezkompromisowy przekaz. Ale również Ciężar gitar, te riffy, psychodelia, wyobcowane enigmatyczne wokale, atmosfera tajemnicy i niepokoju. Płytę wzbogaca ciekawa elektronika, liczne sample, które są swoistą ucztą dźwięków. Album wydaje się mieć niekończącą się długość. Ilość 13 utworów na CD jest rozbuchana do granic fizycznych krążka, co w połączeniu z oryginalną i bezkompromisową muzyką, samo w sobie wydaje się czymś monumentalnym.
Oprócz charakterystycznych dla Micka Harrisa nieszablonowych rytmów i sampli, kolejne pieśni Scorna miażdzą basem i gitarami. Dlaczego te riffy są tak dobre? Czy Scorn mógł nagrać lepsze gitary, przy całej ich surowości brzmieniowej? Wydaje się, że nie, że to jakiś magiczny moment, który udało się uchwycić.
Choć album liczy sobie ponad 30 lat, to doskonale opiera się próbie czasu. Gdy co jakiś czas powracam do tego albumu i za każdym razem robi na mnie to samo niesamowite wrażenie.
Chociaż płyta po wielu latach stała się jednym z filarów postindustrialu, uznawanym za album wybitny i przełomowy, nawet pomimo wówczas różnych, sprzecznych recenzji w prasie muzycznej, to po 1999 roku do dzisiejszego dnia nie wznowiono jej na żadnym fizycznym nośniku. Klątwa niedostępności sprawiła, że obecnie można jej posłuchać jedynie w wersji streamingowej (bandcamp, apple, spotify).
Kolekcjonerom i fanom, którzy lubią wziąć płytę do ręki i posłuchać jej na ulubionym sprzęcie, pozostaje więc szukanie na rynku wtórnym. Pomimo ogromnej liczby "wantlist" na discogs.com i dosyć wygórowanej ceny winyli, warto zwrócić uwagę na fakt, że wersja CD zawiera 13 utworów, podczas gdy płyta winylowa została okrojona do 10 (nawet pomimo rozłożenia materiału na 2xLP), oficjalna kaseta Earache posiadała tylko 9 utworów. Była to częsta praktyka w tamtych latach, ponieważ były to czasy, kiedy płyty winylowe kupowało się za mniej więcej 2/3 ceny CD. Promowano sprzedaż płyt CD jako towaru nieco bardziej luksusowego i pożądanego nader często dodając utwory "ekstra". Natomiast winyle były bardziej ekonomiczną alternatywą dla pasjonatów tego formatu. Zupełnie inaczej niż jest dzisiaj.
Łebski
Przeczytaj inne artykułu o Scorn i Mick Harris na stronie Industria.org.pl:
Scorn "Zdarzenia w przestrzeni ekstremalności"
Mick Harris, Eraldo Bernocchi "Total Station"
