2010 Young Gods Records
Swans mają w swojej twórczości różne okresy; w pierwszej i drugiej fazie aż do oficjalnego rozwiązania w 1997 roku pozostawili po sobie mnóstwo muzycznych dzieł, które dla słuchaczy – fanów (kto nim nie jest?), stanowią obszerny materiał do słuchania, kontemplacji i przeżywania. I to wydaje się dziełem, czy misją kompletną, rewolucją i swoistym monumentalnym pomnikiem w historii muzyki. Choć Michael Gira w tamtym czasie nadal tworzy i wydaje różne projekty solowe lub z innymi artystami, jak choćby spokojny Angels Of Light, nic nie zwiastuje powrotu ciężkiej i piekielnej machiny jaką była formacja Swans, przynajmniej nie w takiej formie jak z początków działalności. Jest tak do czasu reaktywacji w 2010 roku i wydania albumu „My Father Will Guide Me up a Rope to the Sky”. Wówczas nastąpił reset i doświadczyliśmy ponownie artystycznej i muzycznej eksplozji. Zespół stylistycznie odkrywa się na nowo i po raz kolejny robi sporo zamieszania a wydawane później albumy i koncerty ponownie zapisują się ważnymi zgłoskami w historii muzyki.
Koncepcja reaktywacji Swans wzięła się z faktu, że Michael Gira, który napisał nowe utwory Swans, jak podają źródła, na przestrzeni trzech lat stwierdził, iż są one zbyt ciężkie do Angels Of Light. Jak zaznacza w wywiadach późny melodyjny okres Swans a także Angels of Light wynikał z tego, że wtedy zaczął komponować muzykę grając na gitarze akustycznej i jednocześnie śpiewając. Chciał by w pomieszczeniu muzycznie zadziało się „coś” tylko przy użyciu jego głosu i gitary. Na etapie komponowania nowych kawałków przyszedł czas, że chciał zakończyć przystępne melodyjne granie, gdyż odczuł potrzebę by znów usłyszeć ciężkie i hałaśliwe dźwięki. Nowy materiał miał być również czymś w rodzaju łączności pomiędzy ostatnim studyjnym dwupłytowym albumem Swans „Soundtracks For The Blind”, okresem Angels od Light i nowym Swans. Na przykład utwór „My Birth” zawiera oryginalny tekst napisany dla Swans w 1997 roku.
„My Father Will Guide Me up a Rope to the Sky” jest w moim odczuciu płytą niezwykłą i ważną. Kupiłem ją zaraz po wydaniu, zupełnie w ciemno i nie ukrywam, że byłem podekscytowany. Dla mnie osobiście był to pierwszy moment, kiedy dotarło do mnie iż Swans powrócił a to co usłyszałem z głośników po prostu zwaliło mnie z nóg i świat już nigdy nie był taki sam.
Choć płyta nie jest tak wybitna jak kolejne dwupłytowe albumy, to jednak zwiastuje nowy styl zespołu, w czasie jej publikacji była czymś wyjątkowo dobrym oraz nowatorskim. I myślę, że nadal taka pozostaje. Na fundamentach „My Father Will Guide Me up a Rope to the Sky” Swans rozwijają skrzydła i nagrywają potem o wiele bardziej dojrzałe i monumentalne płyty: The Seer, To Be Kind, które stają się początkiem czegoś w rodzaju trylogii.
Zanim zaczęto nagrania właściwego albumu lider zespołu wydaje surowe kompozycje utworów na gitarę akustyczną i głos. Płyta nosi tytuł Michael Gira – „I Am Not Insane”. Album został wydany w limitowanym nakładzie 1000szt. CD, z ręcznie wykonanymi okładkami i rozprowadzony przez wytwórnię Michaela Giry wśród fanów. Nakład rozchodzi się bardzo szybko i zdobyte w ten sposób fundusze zespół może przeznaczyć na wejście do studio i właściwą produkcję muzyki. Tak więc kompozycje z „I Am Not Insane” stają się trzonem, na którym już w studio, w pełnym składzie z udziałem takich muzyków jak Norman Westberg, Christopher Hahn, Phil Puleo, Thor Harris, Christopher Pravdica, powstają bardziej rozbudowane i urozmaicone wersje utworów.
Album rozpoczyna wielowymiarowy rozwijający się dziewięcio i pół minutowy utwór „No Words/No Thoughts”. Transowość, kakofonia, przeplatana z rytmami, i ciepło brzmiącymi dzwonami rurowymi, gitarami, być może pianinem, gąszcz dźwięków uspokaja się i narasta niczym huragan a całości towarzyszy hipnotyzujący wokal Michaela Giry.
Kolejne dwa utwory mają bardziej muzyczne oblicze i słychać iż są to adaptacje szkiców z „I am not insane” po czym ponownie zalewa nas masa dysonansowych dźwięków niczym toksyczny huragan.
W warstwie tekstowej album oscyluje między duchowością a oskarżeniem. W utworze „Reeling The Liars In” Michael gira opisuje stos, na którym płoną kłamcy. „Eden Prison” to piękny poetycki tekst, nawiązuje do murów więzienia Eden, motywu narodzin, śmierci, wolności i zagrożenia , upływającego czasu symbolizowanej w postaci korzeni drzew i kamieni.
W utworze You fucking people make me Sick gościnnie zaśpiewał zaprzyjaźniony artysta, piosenkarz Devendra Banhart. Na tle transowo zlewających się gitary akustycznych oraz innych instrumentów strunowych, pojawia się głos piosenkarza, który spokojnie śpiewa tekst "I love you/Young flower/Now give me/What is mine”. Po skończonym nagraniu Michael Gira poprosił również swoją młodą córkę aby również nagrała swój śpiew. Następnie zadecydował, że na zakończenie utworu dograją tą industrialną kaskadę dysonansowych kakafonicznych dźwięków. Dopiero wówczas uznał iż utwór jest dokończony. Muzyka ta zwłaszcza przy pierwszym słuchaniu budzi pytania, powoduje dezorientację, wprowadza atmosferę szoku i niepokoju.
Płytę ubogaca piękna szata graficzna autorstwa Beatrice Pediconi. Choć na pierwszy rzut oka okładka kojarzy się z kosmosem lub czymś w rodzaju galaktyki w rzeczywistości jest misternie zaprojektowaną pracą graficzną. Artystka znana jest z tego iż tworzy obrazy nanosząc farbę na powierzchnię wody a następnie rejestruje obraz z góry.
Album swego czasu był sporym wydarzeniem , w roku wydania zebrał też pochlebne recenzje od najważniejszych magazynów muzycznych takich jak The Wire, BBC Music, Metacritic itd. I z pewnością można o tej płycie napisać wiele więcej a wszystkie ważne rzeczy zostały już napisane i powiedziane. ale myślę, że subiektywne wrażenia ze słuchania oraz kilka detali czy faktów wystarczy.
Jest to bardzo dobra i ważna płyta w dorobku Swans, absolutna konieczność na półce każdego szanującego się fana zespołu.
Łebski
Przeczytaj inne recenzje Swans oraz projektów związanych z tym zespołem na Industria:
