FLAKażdy album kandyjskiej formacji F. L. A. jest „świętem“ w rozleglej grupie zwolenników progresywnej muzyki elektronicznej. Flagowy projekt Billa Leeba i Chrisa Petersona zawsze stara się poszerzać pole widzenia „muzycznego świata“.

Jednak ich najnowsza produkcja pomimo niewątpliwej oryginalności jest nieco pretensjonalna. Typowo dla F. L. A. brzmią miksy Grega Reely (utwory 3, 5, 8 i 10). Pozostałe kompozycje nie wgniatają w fotel. Na tle typowo metalowych grup jak Rammstein czy Samael, gitarowe riffy i aranżacje F. L. A. są bez smaku. Oryginalnością cechują się cztery spośród dziesięciu kompozycji.

1. I. E. D. – to bezsprzecznie jeden z lepszych utworów w ogóle w historii F. L. A.. Cechuje go enigmatyczne, potrójne metrum i świeża energia. Przypomina to grupy uprawiające psychodeliczny metal, jak polski Kinsky, czy Marchlevsky. Niestety aranżacja jest typowa dla nurtu techno, przez co traci on wiele „zjadliwości“.

2. HOSTAGE – to pierwszy z dwóch, doskonałych „hitów“ na płycie. Abstrahując od tekstu, który chyba jest kierowany do jednostek ze sztuczną inteligencją w przyszłości, mamy tu te cechy F. L. A. z czasów „Flavour Of The Weak“ które wprawiały w zachwyt sluchaczy. Jest to najbardziej pogodna kompozycja.

3. SHIFTING THROUGH THE LENS – to kolejny przeboj. Powinien być koniecznie zaadoptowany do teledysku. Swobodny, wręcz dziecinnie prosty, techno rytm, współczesne syntezatorowe riffy, klimaty ze złamaną symetrią, wokale zmodulowane wokoderem, czyli F. L. A. wchodzące w nową dekadę. 

4. PRESSURE WAVE – zaczyna się mocną industrialną wstawką a’la Decree, potem dochodzi „mlaszczący“ automat perkusyjny i kosmiczne gitary jak w Godflesh czy „Super Ready/Fragmente“ Young Gods. W refrenie przestrzenny wokal na tle podwójnie zwolnionego rytmu. W tym przypadku mamy chyba coś o czym wspomniał Stanisław Lem we wstępie do swojej książki „Bomba megabitowa“. „Młyn naszych, to znaczy ludzkich konceptów jest wprawdzie bardzo wielki, lecz ma granice, albowiem nie jest przestworem nieskończonym. (…) Dlatego myśli, czy też pomysły, podskakujące w kipieli ludzkiego umysłu, niby ziarna grochu we wrzącej grochówce, niekiedy się ze sobą zderzają, tak jak gdyby ich incydentalne spotkania były zdeterminowane przedustawnie“. Prawdopodobnie muzycy F. L. A. nic nie wiedzieli o podobnych pomysłach np. w Swans. 

Pomino szablonowości i napięcia pozostałe kompozycje są też bardzo interesujące, choć czasem sprawiają wrażenie pożywki dla ekspresu do kawy. F. L. A. oscyluje w fantazyjnych, kalejdoskopowych, futurystycznych przestrzeniach, a jednak można się dobrze bawić słuchając tej płyty. Szkoda że na albumie jest tak mało humoru. Tak jakby stwierdzenie „śmieszność zabija“ straciło ważność. Zatarte zostało też DNA F. L. A., więc aby zasmakować w stylistyce zespołu warto słuchać jego produkcji z lat 1980 – tych. Mają one oryginalny, „plastikowy“ klimat. Wiele ostatnio wychodzi produkcji z Vancouver w podobnym stylu co recenzowana płyta (np. UNIT – 187 czy L. S. D.). Czy sięgać po nie czy po „I. E. D“, najlepiej osądzić samemu. 

www.mindphaser.com

Drumcomputer

Inne recenzje Front Line Assembly oraz projektów związanych z tym zespołem na industria.org.pl

Front Line Assembly "Echogenetic"

Front Line Assembly "AirMech" 

Front Line Assmebly "Improvised Electronic Device"

Noise Uunit "Response Frequency"