Ostatnie dwadzieścia lat ubiegłego tysiąclecia charakteryzowało się, w kontekście muzyki elektronicznej, burzliwym rozwojem cyfrowych narzędzi służących do prac nad materiałami audio. Chociaż wiele urządzeń było relatywnie drogich, nie zniechęcało to rzeszy młodych, pełnych energii artystów przed próbami wyrażania dźwiękami własnych koncepcji oraz przetwarzania w materię muzyczną własnych stanów emocjonalnych. Chociaż technologia cyfrowa była zaciekle krytykowana przez wielu muzyków - a chodziło tu głównie o fakt ,,zafałszowania brzmień'' oraz izolacjonizm - dawała nieporównywalnie większe pole manewru jeśli chodzi o kreację niż technologia analogowa.

Ponadto nowe urządzenia dość znacznie poszerzyły paletę brzmieniową. Na szczególną uwagę zasługuje tutaj rozwój technologii samplingu. Możliwość generowania muzyki z dowolnych w zasadzie próbek dźwiękowych, co przypominało trochę metodykę prac w studio klasycznym opartym o taśmę, klej, nożyczki, spowodowała że powstało dość dużo projektów próbujących grać na samplerach tradycyjną, rockową muzykę. Na szczególną uwagę, być może ze względu na oryginalność zasługiwały projekty z Wielkiej Brytanii. Wydaje się iż formacje pokroju Godflesh, Pitch Shifter pomimo tego że używały cyfrowych narzędzi studyjnych, grały też w duchu pionierów przemysłu, stosując ekstremalną agresję w generowaniu barw oraz wykorzystując, szeroko rozumiane taktyki szoku. Oczywiście to wszystko co wywołuje elementy szoku jest natychmiast uwielbiane przez publiczność. Nie jest zatem dziwne że o zespołach z Wysp było niegdyś głośno, a ich albumy dość dobrze się sprzedawały. Do najciekawszych projektów burzących struktury tradycyjnego pojmowania muzyki należał Scorn, założony przez byłych muzyków Napalm Death, Micka Harrisa oraz Nicka Bullena. Na początku aktywności grało w tym projekcie wielu twórców. Po kilku latach Scorn stał się izolacjonistycznym projektem solowym, bardziej zorientowanym na wykorzystanie możliwości nagłośnieniowych porządnych systemów PA (instalowanych w klubach muzycznych) aniżeli na generowanie, zgodnych z tonacją utworów z pola szeroko rozumianego rocka. Nawet jak na projekt typowo wyspiarski i tworzący przy użyciu samplerów, Scorn zawsze wyróżniał się ekstremalnością oraz egzotyką aranżacji utworów. Wszystkie kombinacje dawnych idei były w wydaniu Micka Harrisa i Nicka Bullena zaskakująco nowatorskie i wyszukane. Zatem utwory były dość odmienne od wszystkiego tego co generowano w tamtym czasie. Przeważnie nie sprawiały one też wrażenia szybko generowanych produktów dla roztargnionych dyrektorów, dobrze wówczas prosperujących koncernów wydawniczych.

Osobę badającą początki Scorn uderza to, że jak wynika z licznych wywiadów, wszyscy muzycy maczający swoje zręczne palce w początkowych utworach projektu, nie byli związani z żadną subkulturą (chociaż podkreślali oni w licznych wywiadach że fascynuje ich tradycyjny punk rock). To iż ci muzycy słuchali po prostu tego co było interesujące we wszystkich nurtach znalazło odbicie w ekstremalnych utworach, dwu, trzech pierwszych albumów. Można w tym miejscu zadać pytanie: czy była to forma buntu? Prawdopodobnie ten chłodny dystans do wszystkich, rzecz jasna ograniczonych i niezupełnych systemów myślowych, wynikał z relatywnie silnych możliwości umysłowych. Silna psychika umożliwiała obserwację skostniałych ideologicznie struktur charakteryzujących subkultury gloryfikujące konkretne nurty muzyczne. Dziki temu możliwe stało się wynajdowanie paradoksów, a zatem unikanie problemów. Chłodny dystans jaki charakteryzuje sceptycznego, cynicznego obserwatora jest obecny w niektórych partiach debiutanckiego albumu ,,Vae Solis''. Nie da się ukryć iż w muzyce słychać tutaj echa Napalm Death, chociaż to co zaprezentowano na tej płycie, było znacznie bardziej totalne od tego co prezentowano na perwersyjnych albumach grindcoreowych. Miast generować, przypominające terkot karabinu maszynowego, blast beaty, Scorn prezentował pomysły z własnych badań nad ekstremalnością w muzyce.  

Brzmienie formacji stało się ciężkie oraz oparte na dysonansach, bez zbędnego przejmowania się tym co na to powiedzą odbiorcy muzycznej materii. Industrialny charakter utworów wynikał z zupełnie odhumanizowanych brzmień, uzyskanych dzięki zaawansowanej eksploracji możliwości samplerów (które można z powodzeniem  wykorzystywać jako syntezatory, jeśli jest dość duża moc to też jako rejestratory wielościeżkowe i na wiele innych sposobów). Ciekawe ,,pasaże'' przesterowanych gitar zostały wygenerowane przez J.K. Broadricka. Nic dziwnego iż muzyka w większości przypadków przypomina wczesne dokonania Godflesh, czy Treponem Pal. Debiutancka płyta Scorna miała bardzo dobrą promocję a w prasie muzycznej nie szczędzono pochlebstw. Wkrótce potem Mick Harris oraz Nick Bullen nagrali bardzo intrygujący album pod tytułem ,,Colossus''. Okładkę płyty zdobiło zdjęcie dziwnej postaci. W zasadzie można powiedzieć iż było to oblicze zamyślonego człowieka, być może filozofa. Grafiki z drugiego albumu Scorna były dość dobrym przykładem panującej ówcześnie tendencji. W tamtym okresie czasu dość często umieszczano na przednich stronach okładek albumów, różnego rodzaju ,,przesterowane twarze''. Niewątpliwie ,,Colossus'' jest przykładem udanego wydawnictwa. Rytmy automatu perkusyjnego są tutaj niesamowicie ciężkie i brutalne, ale również bardzo ,,ludzkie'' - przypominają swoim dubowym groove barwy tradycyjnych zestawów perkusyjnych. W partiach bębnów liczy się to co dzieje się pomiędzy poszczególnymi uderzeniami - jak orzekł perkusista, rozwiązanej już niestety legendy rocka, Rage Against The Machine. Na albumie ,,Colossus'' zamieszczono liczne sample z filmów. Na uwagę zasługują intrygujące wstawki z kina science - fiction (np. z widowiska ,,Zardoz'' z 1974 roku, z Seanem Connerym w roli głównej). ,,Colossus'' był niezbyt dobrze promowany. W Polsce dość trudno było nabyć oryginalne nośniki z albumem - w zasadzie można je było uzyskać dopiero wówczas kiedy szokująca moc tej publikacji już znacznie osłabła. 

Po tym wydawnictwie, które zaintrygowało odbiorców i wzbudziło ich apetyty na kontrowersyjną i ekstremalną muzykę, w wyniku dość intensywnych prac studyjnych uzyskano kolejne dzieło. Niewątpliwie warsztat producencki muzyków uległ udoskonaleniu, co jest słyszalne od pierwszych sekund trzeciej płyty Scorna. Prawdopodobnie obecnie dość ciężko byłoby uzyskać tak ciepłe i potężne brzmienie programując maszynę cyfrową (czyli używając aplikacji DAW). Cechą charakterystyczną płyty - zatytułowanej ,,Evanescence'' jest to iż bardzo przestrzenne oraz transowe rytmy są skonstruowane z wielu patchworków bębnów, co daje niecodzienny efekt, miejscami przypominając konstrukcje The Orb z czasów ,,Orblivion''. Oprócz tych smaczków, uwagę słuchacza natychmiast zwracają barwy tradycyjnych instrumentów takich jak fortepian, bas akustyczny oraz wykreowane przez rdzennych rezydentów Australii - digerdidoo. Większość kompozycji ma budowę linearną, zatem uwaga słuchacza przeważnie koncentruje się nie na wokalach ale raczej na ,,transowej wibracji''. Jest to spowodowane dużą ilością rytmów; takie zabiegi były po raz pierwszy stosowane przez belgijską formację o nazwie Hybryds. Znakomita, a przede wszystkim oryginalna muzyka z krążka spowodowała entuzjazm wśród zwolenników mocniejszych odmian sztuki. Wkrótce ukazał się zbiór remiksów pod nazwą ,,Ellipsis''. Szczególną efektownością cechowały się dekonstrukcje takich legend elektroniki jak Autechre, czy Coil - z drugiej strony prawie wszystkie utwory są na tym zbiorze remiksów rewelacyjne. 
 

Po trzech znakomitych albumach Nick Bullen niestety opuścił szeregi Scorna skupiając uwagę na innych przedsięwzięciach. To zdarzenie na zawsze zmieniło oblicze Scorna. W tym miejscu można zapytać o to, czy transformacja zespołu z duetu do przedsięwzięcia solowego była korzystna w kontekście oryginalności muzyki. Produkcje Micka Harrisa z biegiem lat były coraz bardziej staranne ale brak odhumanizowanych wokali osłabiał przekaz filozoficzny formacji. Wraz z kolejnym albumem ,,Gyral'' brzmienie przeszło w pole konstrukcji skrajnie izolacjonistycznych. Potem Scorn przeszedł w fazę generowania dziwnych i minimalistycznych miniatur, opartych na subbasie i skrajnie wyrównanym rytmie automatu perkusyjnego (nie pozbawionym jednak miejscami przyjemnego groove). Na płycie ,,Gyral'' istnieje dość duża liczba bardzo niskich i względnie głośnych subbasów, stąd muzyka wymaga zastosowania na niektórych zestawach audio, korektora parametrycznego. Niektórzy fani porzucili zainteresowanie Scornem uważając iż muzyka za bardzo przeszła w pole eksplorowane przez twórców nurtu minimal techno. Wskazywały na to liczne symptomy. Na przykład na ,,Gyral'' istniało wiele monotonnych i mechanicznych rytmów. Struktury poszczególnych kompozycji były typowymi reprezentantami obiektów ze zbioru konstrukcji charakterystycznych dla większości albumów muzyki klubowej. Budowanie i niszczenie w kompozycjach, poprzez dodawanie i odejmowanie kolejnych elementów wywołuje u odbiorcy muzyki następujące po sobie odczucia napięcia oraz odprężenia. W tamtym okresie szefowie Earache prawdopodobnie mieli problemy z ułożeniem planu kampanii promocyjnej dla wydawnictw Micka Harrisa. Nic w tym dziwnego bo ten koncern płytowy specjalizował się zwłaszcza w cięższych odmianach metalu, natomiast Scorn we własnych kompozycjach używał przesterowanych gitar w aptekarskich dawkach. Sfrustrowany niestaranną kampanią marketingową Mick Harris przygotował ostatni album dla Earache Records. Był on podsumowaniem badań nad izolacjonizmem w szeroko rozumianej sztuce. Kompozycje były zbudowane przeważnie z dużej ilości patchworków sampli bębnów ale same kompozycje nie były już tak transowe jak na poprzednich dwu wydawnictwach. Były one jednak niesamowicie oryginalne i prawdopodobnie gdyby nie kilka dość nudnych wstawek zaprogramowanych na samplerze, album ,,Logghi Barogghi'' stałby się pozycją przełomową w historii szeroko rozumianej muzyki. 

Po opuszczeniu Earache Records wiele wytwórni było gotowych do współpracy z Mickiem Harrisem. Po pewnym czasie Scorn trafił pod skrzydła osławionej firmy KK Records. Kolejny album o tytule ,,Zander'' (nazwa ta jest symbolem przypisywanym pewnemu gatunkowi ryby) był od strony stylistycznej podobny pod pewnymi względami do ,,Logghi Barogghi''. Muzyka jednak ewoluowała. Coraz mniej repetycji w aranżacjach, zwłaszcza w przypadku rytmów oraz wirtuozeria w odzwierciedlającej emocje sferze atmosfer i dronów, były walorami nowej muzyki i świadczyły o wysokim potencjale twórczym i skuteczności Harrisa.  Utwory z ,,Zander'' wspaniale rozwijają się w czasie ale nie bazują już na schematach budowy i niszczenia typowych dla dzieł producentów szeroko widzianego techno. Trudno jednak stwierdzić czy te kompozycje są odporne na działanie zęba czasu. Duża popularność laptopów oraz rozwój aplikacji DAW sprawiły iż w tamtym okresie czasu potężny cios twórcom industrialu zadali twórcy rodzącego się wtedy nurtu IDM. Co ciekawe obecnie wielu dziennikarzy uważa, że batalia o pierwszeństwo w tworzeniu ,,antymuzycznych'' konstrukcji została jednak przegrana przez twórców IDM-u i że ta ciekawa odmiana ,,przemyślanego techno'' kierowanego do klasy średniej obecnie jest już zupełnie wyeksploatowana. Można inaczej powiedzieć że IDM jako kanon muzyczny jest obecnie w fazie ,,przekombinowania'' i na tym polu teraz w drugiej dekadzie trzeciego millenium nie powstają w ogóle innowacyjne kompozycje. Z drugiej strony w noise i industrialu, a zwłaszcza w stylistykach takich jak dubstep czy downtempo wciąż powstają innowacyjne płyty, burzące typowe struktury myślenia o muzyce. Wykonawcom IDM-u nie pomagają nawet albumy z dużą ilością utworów, ponieważ nierzadko mają one bardzo płaskie ,,dentystyczne'' brzmienie oraz mierne ilości basu.

Pod koniec lat 1990 -tych Mick Harris rozpoczął rozwijanie stylu Scorna. Nowsze konstrukcje były oparte na kilku składnikach: ultra niskim i brutalnym subbasie, dronach i różnego rodzaju mrocznych, ambientowych padach atmosferach, industrialnych, cyfrowych próbkach oraz druzgocącym, głośnym, raczej prostym, mechanicznym rytmie bębnów. Ewolucja tych elementów kompozycji spowodowała że Scorn po raz kolejny zaszokował, w sumie dość niszową , rzeszę swoich zwolenników. Pod koniec ubiegłego millenium ukazał się wspaniały album pod wyzywającym tytułem ,,Greetings From Birmingham''. Od strony stylistycznej muzyka stała się, w kontekście solowej gry Harrisa, bardzo oryginalna natomiast realizacja nagrań była oczyszczona z wszelkich brudów i innych niekorzystnych czynników będących produktem ubocznym przetwarzania materiałów muzycznych w studio nagraniowym. Produkty z tego albumu są odporne na działanie ,,zęba czasu''. Nawet teraz, w dobie logicznych schematów, czasami uciążliwych dla naszego umysłu, wszechobecnej digitalizacji, szybkiego dostępu do informacji prawdziwych i fałszywych, treści wartościowych widniejących obok stert bezużytecznych nonsensów, ,,Greetings From Birmingham'' jest sztandarowym przykładem tworów z niszowego zbioru, rzadkich w platońskim idealnym świecie, dzieł nietrywialnych. Metamorfoza specyficznego, ,,ilościowego'', wyrachowanego stylu produktów Scorna osiągnęła kolejny pułap po ukazaniu się krążka pod tytułem ,,Plan B''. Dlaczego utwory były tam intrygujące? Przede wszystkim zastosowano dość sporo sterylnie nieraz brzmiących próbek wysokiej jakości. Realizacja nagrania zasługiwała na najwyższe noty. Niesamowicie skomplikowane, połamane rytmy wspaniale współgrały z głośnymi ,,pejzażami'' syntezatorowych padów i atmosfer. Chłodna aura tego wydawnictwa oraz ekstremalnie duża ilość bębnów powodowała że ,,Plan B'' wielu fanów uznało za najtrudniejszą w odbiorze płytę Scorna. Album ten w pewnym sensie stanowił wyzwanie dla innych producentów. Generowanie takich zaawansowanych strukturalnie kompozycji bezsprzecznie wymaga silnego umysłu oraz rutyny. Kilka remiksów z ,,Plan B'' oraz dwa inne numery zostały podsumowane epką pod tytułem ,,Governor''. Podobnie jak ,,Plan B'', ep-ka została wydana pod sygnaturą niemieckiej wytwórni Hymen Records, specjalizującej się głównie w IDM-ie i progresywnym techno. Muzyka przypominała oczywiście album, była też dość karkołomna w odbiorze. Z punktu widzenia odbiorcy patrzącego na całokształt twórczości M. Harrisa, na przestrzeni lat współpracy z Hymen Records powstały najciekawsze albumy Scorn od czasu transformacji do projektu solowego. Po rozstaniu się z Hymen Records, Scorn wydał ponad 70 - cio minutowy album live w polskim Vivo Records. Od strony produkcyjnej długi a także jedyny utwór z tego wydawnictwa powstał w wyniku grania dla stacji radiowej ,,Liquid Injured Hearing Radio''. Nagranie zarejestrowano 9 stycznia 2004 roku. Płytę zatytułowano ,,List Of Takers''. Wydawnictwo to zrobiło niemałą furorę w różnych kręgach fanów dziwnych szumiących, abstrakcyjnych konstrukcji dźwiękowych. Generalnie materiał został bardzo dobrze oceniony w prasie muzycznej. Trudno się temu dziwić biorąc pod uwagę doskonałe, przestrzenne brzmienie oraz statyczność muzyki. Aura albumu wciąga słuchacza w dziwną ,,podróż'' po przedziwnej, fascynującej i przerażającej nieraz krainie. Oceniając ten materiał okiem dziennikarza można dojść do wniosku że mamy tu do czynienia z ,,inteligentnym techno'' lub nawet z IDM-em. Definicja jednak zależy tutaj od tego kto i w jakim okresie czasu ją tworzy. W muzyce tak abstrakcyjnej, poszczególne symbole przypisywane są przecież do wrażeń zmysłowych, a w zasadzie słuchowych, niejednoznacznie. Zatem różne kręgi odbiorców mogą przecież zwracać uwagę na rozmaite elementy w muzyce. Żargon oraz symbolika będą tu charakterystyczne dla określonych grup osób wymieniających pomiędzy sobą poglądy muzyczne. Wynika stąd że może dojść do zderzenia opinii w momencie kiedy dwie albo więcej ekip próbuje się wypowiadać na poszczególnych, nieraz przedziwnych materiałów muzycznych. Ponadto może dojść do sytuacji stresowych a nawet konfliktów, zwłaszcza kiedy poszczególne osoby posiadają osobowości autorytarne. Oznacza to więc agresywne działania danej osoby wymierzone w tych którzy stosują się do innych konwencji. W przypadku projektów pokroju Scorna napotykamy dość istotne problemy w momencie kiedy próbujemy definiować muzykę oraz stawiać hipotezy. Ograniczenia pojęciowe oraz stwierdzenia są tutaj jednak tylko wygodnymi narzędziami. Dzięki nim potrafimy relatywnie szybko rozeznać się w plątaninie wrażeń zmysłowych. Jeśli chodzi o projekt Scorn problem polega na tym że po odejściu Nicka Bullena, muzyka generowana przez M. Harrisa stała się skrajnie osobista i nadzwyczaj emocjonalna. Omawianie takich struktur brzmieniowych jakie mamy na początkowych solowych wydawnictwach M. Harrisa jest niewątpliwie karkołomnym zajęciem. Inaczej sprawa wygląda w przypadku generowania twierdzeń dotyczących twórców kręgu EDM. Kompozytorzy kreujący na tym polu nierzadko traktują swoje dzieła bardzo obiektywnie. Niekiedy próbują nawet przypisywać kompozycjom własne ,,życie''. Jest w tym ziarno prawdy jeśli zauważymy że utwory to coś więcej aniżeli suma części składowych. Niektórzy producenci posuwają się nawet dalej i sądzą że utwory generowane w studio nagraniowym są odnajdywane w polu potencjalnych struktur istniejących poza czasem i przestrzenią. Kompozycje w tym rozumieniu powstały wraz z początkiem Wszechświata, są już gotowe, skończone i tylko czekają na autorów aby je odnaleźć w polu struktur. Dostęp do nich będzie uzależniony od danej konfiguracji w studio nagraniowym, a także od możliwości kompozytora. W tym rozumieniu umysł autora musi być nastawiony bardzo technicznie. Ponadto niektórzy uważają że programowanie sprzętu spłyca i w pewien sposób ,,zabija'' muzykę. Istnieje wiele doskonałych produktów generowanych bez użycia technologii MIDI przy marginalnym stosowaniu sekwenserów i generatorów arpeggio. Wydaje się natomiast iż w przypadku współczesnej muzyki komponowanej w studio nagraniowym autor po rozpoczęciu prac nie jest w stanie, w wielu przypadkach precyzyjnie określić do jakiego utworu jego praca doprowadzi. Wynika to po części z tego że mamy tutaj bardzo wiele elementów, które można poddać kontroli. Po wydaniu ,,Plan B'' Mick Harris skoncentrował uwagę na licznych pobocznych solowych projektach jak dark ambientowy Lull, drum and basowy Quit czy Matera oraz na kolaboracjach z innymi muzykami.  Dopiero w 2007 roku światło dzienne ujrzał dość kontrowersyjny album zatytułowany ,,Stealth''. Jak wynikało z wywiadów udzielonych prasie muzycznej, kompozycje ze ,,Stealth'' wygenerowano przy znacznym użyciu oprogramowania komputerowego. Pomimo wielu podkładów nałożonych na siebie polifonicznie, drony i atmosfery były tutaj odhumanizowane, cyfrowe, mroczne oraz dość chłodne.  Album ten zmienił oblicze elektroniki. Po roku 2000 wiele wydawnictw tworzono przy użyciu komputerów. Na ,,Stealth'' wszystkie kompozycje są bardzo wolne i ciężkie. Niektórzy uważają że płyta przyczyniła się do wykreowania nurtu dubstep, ale można polemizować z tym stwierdzeniem. Jedno jest pewne, ,,Stealth'' to niesamowite wydawnictwo. Nie wpada ono każdemu w ucho już po pierwszym zapoznaniu się z nim. Wpływa jednak dobrze na wyobraźnię i już po kilku przesłuchaniach możemy odnaleźć adekwatne struktury w umyśle. Po licznych występach na żywo, gdzie Harris powszechnie korzystał z trackerów pokroju Ableton Live, licznych kostek z efektami, sprzętowych mikserów, co dawało duże pole do improwizacji, przyszła pora na powrót do korzeni. 

Od czasów debiutu, na albumach Scorna dość rzadko wykorzystywane były naturalne zestawy perkusyjne. Stylistyka formacji ewoluowała od nacechowanych jazgotliwymi gitarami utworów do wolnych, chłodnych, osobistych, izolacjonistycznych struktur muzycznych. Aby uzyskać nowe brzmienie wystarczyło zamiast cyfrowych brzmień automatu perkusyjnego nagrać ścieżki naturalnie brzmiącego zestawu bębnów. Do współpracy nad nowym materiałem został zaproszony perkusista Ian Tracey. Uzyskane konstrukcje zostały zebrane w albumie ,,Refuse; Start fires" wydanym przez Ohm Resistance w 2010 roku. W ostatnich jak dotąd kompozycjach Scorna odbiorcę uderza tajemniczy spokój i osobliwa melancholia a także surrealistyczna aura muzyki. Nie mamy tutaj do czynienia ze stosowaniem taktyk szoku jednak nie można powiedzieć że brakuje nam agresji i bezkompromisowości kiedy wsłuchujemy się w niektóre kompozycje. Ohm Resistance wypuściła również znakomitą i agresywną, zbudowaną z czterech utworów epkę "Yozza". Jest ona pod wieloma względami podobna do ostatniego albumu; również tutaj mamy żywe zestawy perkusyjne. Tempo w poszczególnych utworach jest jednak relatywnie szybkie, a na uwagę zasługują ekstremalne i zupełnie przedziwne szablony bębnów, zwłaszcza w kompozycji otwierającej tą ep-kę. 
 

To wielka strata dla szeroko rozumianej muzyki iż Scorn uległ rozwiązaniu po wydaniu takiej ilości innowacyjnych materiałów audio. Być może znajdą się fanatycy kontynuujący niesamowity styl formacji. Czy może powstać coć niecodziennego i ekstremalnego jednocześnie kiedy podstawimy do schematu budowy utworów Scorna zamiast niskiego syntetycznego basu, bas elektryczny albo kiedy użyjemy dwóch perkusji i dwóch basów jak w Swans lub Sonic Violence? 
 Obecnie Scorn to już legenda ekstremalnego podejścia do generowania muzyki. Jako jeden z niewielu projektów elektronicznych Scorn zawsze dużą uwagę przywiązywał do brzmień basu (i ogólnie niskich częstotliwości akustycznych), dzięki czemu kompozycje miały brutalne brzmienie. Podobało się ono dla większości fanów industrialu i pokrewnych ekstremalnych gatunków.  Można też chyba śmiało stwierdzić że Scorn był jednym z niewielu bardzo emocjonalnych projektów, zwłaszcza jeśli skupimy się na solowych albumach. Kompozycje doskonale odzwierciedlają silny i brutalny umysł M. Harrisa. Nawet obecnie, kiedy wczesne kompozycje Scorna można często znaleźć w postaci plików audio, co jakby zaburza tajemniczy charakter tego przedsięwzięcia, zawsze w muzyce projektu możemy odnaleźć coś mistycznego. W wielu przypadkach materiały są dość szokujące, co stanowi potwierdzenie tezy że pod wieloma względami Scorn to typowy przykład projektu industrialnego, tyle tylko że skupiony na stosowaniu coraz to nowszych technologii generowania materiałów audio.        

Drumcomputer